To kolejny wyjazd po własnych śladach: w marcu roku 2010 odwiedziliśmy Neapol (wraz z antycznymi okolicami), Casertę, Paestum, Sorrento i wybrzeże Costa d’Amalfi. Nowy Rok 2014 spędziliśmy zaś na Ischii, skąd wybraliśmy się na Capri, a potem przez Cumae, Monte Cassino, willę Hadriana i willę d’Este wróciliśmy do Rzymu.
Paestum to kawałek starożytnej Grecji w Italii, do którego, zdaniem Zbigniewa Herberta, “warto pielgrzymować nawet piechotą” (Barbarzyńca w ogrodzie, esej “U Dorów”). Miasto powstało w VII w. p.n.e. jako kolonia grecka pod nazwą Posejdonia. Założyli je Sybaryci, czyli mieszkańcy achajskiego miasta Sybaris, położonego nieco dalej na południe (czyli de facto Posejdonia była kolonią kolonii) - ale miasto było zamożne i wygodne (termin “sybaryci” nie wziął się znikąd). Do naszych czasów dotrwały w Paestum resztki zabudowy (greckiej oraz późniejszej, jako że miasto było zamieszkane aż do wczesnego średniowiecza, kiedy ludność zdziesiątkowała zaraza), a także - co jest powodem wycieczki - trzy bardzo dobrze zachowane świątynie w stylu doryckim. Powstały w szczytowym okresie rozwoju miasta, pomiędzy 550 a 440 rokiem p.n.e. Hera była najważniejszym bóstwem Posejdonii i to jej poświęcono najstarszą świątynię. Zachował się cały pierścień zewnętrznych kolumn (w układzie 9 na 18) wraz z belkowaniem. Nieparzysta liczba kolumn od frontu jest nietypowa dla architektury greckiej; pierwsi archeolodzy (XVIII wiek) przypuszczali wręcz, że była to rzymska bazylika. Kolumny są stosunkowo niewysokie i dość przysadziste, a “rozpłaszczone” kapitele stwarzają wrażenie, jakby całość uginała się pod ciężarem (niezachowanego) sklepienia. Oddajmy znów głos Zbigniewowi Herbertowi: [Styl dorycki] “Jest surowy jak dzieje jego twórców przybyłych z północy. Krępy, przysadzisty i, chciałoby się powiedzieć, atletyczny, godny epoki herosów, uganiający z maczugą za dzikiem. Zwłaszcza rysunek kolumny ma wyraźną muskulaturę. Pod ciężarem architrawu rozłożysty kapitel nabrzmiały jest od wysiłku.”
Tuż obok świątyni Hery znajduje się najlepiej zachowana świątynia Posejdona (przemianowanego przez Rzymian na Neptuna) - chociaż zdania uczonych odnośnie patrona są podzielone, w tekstach naukowych spotyka się nazwę “Hera II” albo wręcz przypuszczenia, że była to świątynia Apolla. Przetrwały pozostałości po dwóch ołtarzach sugerujące, że miejsce to było użytkowane aż do wprowadzenia zakazu pogańskich kultów w IV wieku.
Po drugiej stronie parku archeologicznego znaleźć można najmniejszą z trzech świątyń (6 na 13 kolumn), przypisywaną Atenie (bądź Demeter/Ceres). Zachowała się tylko zewnętrzna kolumnada. Środek w VIII wieku przerobiono na kościół chrześcijański; dodane elementy w końcu usunięto w XX wieku, ale starożytne struktury już dawno przepadły. Jak przekonuje Herbert: “„Trzy świątynie Paestum to trzy epoki porządku doryckiego. Bazylika [świątynia Hery] reprezentuje okres archaiczny. Demeter [świątynia Ateny] — okres przejściowy. Hera [Hera II, uważana dawniej za świątynię Posejdona] jest wspaniałym przykładem dojrzałego doryzmu. Choćby dlatego Paestum warte jest zwiedzenia jako jeden z najważniejszych i najbardziej pouczających zespołów architektury antycznej.” Do podobnych wniosków doszedł Giovanni Battista Piranesi, włoski architekt, bardziej znany jako rytownik, fascynat architektury i sztuki klasycznej. W latach 1777-78, tuż przed śmiercią, wykonał serię rysunków i miedziorytów ilustrujących świątynie w Paestum. Większość oryginałów znajduje się obecnie w londyńskim Sir John Soane's Museum, ale w XIX wieku reprodukcje były ulubioną pamiątką przywożoną przez ówczesnych turystów z Grand Tour. Na dziełach Piranesiego widać bujną roślinność porastającą ruiny, ludzi, psy oraz krowy. Z krów pozostał zapach (muszą paść się gdzieś po sąsiedzku), pies (suka muzealna) towarzyszył nam w spacerze po stanowisku (bardzo interesowała się świeżymi kretowiskami), a ludzi, zwłaszcza gdy wejdzie się “na pierwszego” (w momencie otwarcia, zanim dotrą autokary) wcale nie ma. Takoż i świątynie zostały dość skrupulatnie oczyszczone z wegetacji.
Z czasów rzymskich zachowały się ruiny niedużego amfiteatru, łaźni i kilku gmachów publicznych przy forum, m.in. świątyni Pokoju, miejskiego lararium (świątyni duchów opiekuńczych miasta) oraz świątyni Wenus z nietypową platformą umieszczoną w dużym basenie. Starszy jest heroon, czyli monumentalny grobowiec założyciela miasta o którym nie wiadomo nic więcej poza jego imieniem Megyllos (pojawiającym się na znalezionych monetach), zbudowany na greckiej agorze, a także miejsce zgromadzeń publicznych (ekklesiasterion) w formie amfiteatralnie umieszczonych siedzisk (na ok. 1000 osób). O skali miasta świadczą mury obronne i bramy.
Do miasta należało również (słabo dziś zachowane) sanktuarium Hery położone u ujścia rzeki Sele jakieś 9 km dalej, według mitu założone przez Jazona.
Zdecydowanie warto wstąpić również do lokalnego muzeum archeologicznego (tym bardziej, że wejście jest na jednym bilecie). Można tam obejrzeć znaleziska archeologiczne z heraionu z Foce del Sele, m.in. metopy ze świątyni (sceny prac Heraklesa, epizody z wojny trojańskiej). Największym skarbem jest słynny “grobowiec z nurkiem”, którego wierzchnia płyta ozdobiona jest od wewnątrz freskiem przedstawiającym młodzieńca skaczącego do wody z wysokości. Pozostałe freski z tego grobowca (jedynego pochodzącego z czasów greckich) ukazują sceny sympozjum z biesiadującymi mężczyznami. Czyli tak jakby nieboszczyk mógł mieć wrażenie, że wyleguje się na uczcie wraz z innymi mężczyznami (w bardzo prywatnych, niemal intymnych pozach), a jak spojrzy w górę, to zobaczy chłopaka skaczącego do wody. Z życia w śmierć? A może ku (niewczesnej) przestrodze - co roku latem słyszy się o niebezpieczeństwach skoków na główkę… Tak zginął? Czy to on dołączający do towarzystwa, wprowadzany przez grającego na podwójnym flecie chłopca? Do niego przepija mężczyzna - przyjaciel? partner? przodek? podziwiany bohater? - czekający samotnie na dwuosobowej sofie?
Nieco późniejsze grobowce, pochodzące z czasów kiedy Posejdonię podbiło miejscowe plemię Lukanów, dekorowane są wizerunkami wojowników - zdaniem archeologów inspirowanych tradycją homerycką. W piwnicy kolekcja prehistoryczna, zaś na drugim piętrze rzymska.
Velia, czy antyczna Elea, wyszła na nas trochę przypadkiem. Okazało się, że bilety do Paestum obejmują, oprócz stanowiska archeologicznego i muzeum, również wstęp do położonej 40 kilometrów dalej Velii. Taki niewinny “tourist trap” - gdyby nie ten pakiet, to do Velii najpewniej nikt by nie zawitał - a warto!
Miasto założyli Grecy z Fokai (w pobliżu dzisiejszego Izmiru). W VI wieku p.n.e., zapewne pod wpływem presji ze strony Persów, Fokajczycy zaczęli “pączkować” w kolonie w zachodniej części Morza Śródziemnego - między innymi Marsylię, osady na Korsyce i Sardynii, oraz właśnie Eleę (która jakimś dziwnym sposobem na przestrzeni wieków stała się współczesną Velią). Wergiliusz tłumaczy lokalizację kolonii tym, że powstała ona na miejscu, w którym morze wyrzuciło na brzeg ciało Palinurusa [Palinurus (według Eneidy) był sternikiem i nawigatorem statku Eneasza. Według przepowiedni Afrodyty Eneasz miał bezpiecznie dotrzeć do włoskich brzegów za cenę życia jednego człowieka. Był nim właśnie Palinurus, który zasnął za sterem i wpadł do wody. Tutaj historia ta się nie kończy: Palinurus po trzech dniach dopłynął do brzegu, gdzie jednak zabili go tubylcy. W jaki sposób z historii gapiostwa i nieuwagi zrobiła się legenda o godnym chwały poświęceniu, tego zrozumieć niesposób]. W III wieku p.n.e. miejscowi dobrze obstawili los na historycznej loterii - sprzymierzyli się z Rzymem. Fortuna sprzyjała Elei dopóki muł z sąsiednich rzek i strug nie zablokował portu i nie spowodował przesunięcia linii brzegowej dalej od miasta.
Najwybitniejszymi obywatelami Elei byli dwaj filozofowie, Parmenides i jego uczeń, Zenon. Parmenides pochodził z zamożnej rodziny (co zapewne pozwoliło mu finansować żywot intelektualisty) i do dziś uważany jest za ojca ontologii, głównie dzięki błyskotliwym spostrzeżeniom w rodzaju, że “byt istnieje, a niebyt nie istnieje”. W owych czasach przysporzyło to filozofowi popularności i uczniów, co nazwano potem “szkołą elejską”. Prymusem tej szkoły był Zenon, którego Parmenides zabrał na kameralną (dwuosobową) wycieczkę szkolną do Aten, gdzie spotkali się z Sokratesem (tak przynajmniej twierdzi Platon). Historycy kręcą nosem, bo chronologia jest trudna do uzgodnienia - jeśli miałoby w ogóle dojść do tego spotkania, to Parmenides byłby człowiekiem bardzo dojrzałym, a Sokrates młodzikiem. Zenon był wytrawnym polemistą, a zapamiętany został jako twórca tzw. paradoksów Zenona, które ilustrują ówczesne problemy w rozumieniu przestrzeni i czasu. Zabawne przedstawienie jednego z paradoksów (Achilles i żółw) znaleźliśmy na metopie w muzeum w Paestum. Według pierwszego biografa Zenona (umiarkowanie wiarygodnego, bo żyjącego kilkaset lat później - Diogenes Laertios, Żywoty i poglądy słynnych filozofów, Księga IX) filozof zaangażowany był w spisek mający na celu obalenie lokalnego tyrana, Nearchusa. Przesłuchiwany przez samego Nearchusa, który chciał usłyszeć imiona wspólników Zenona, odgryzł mu ucho, czym spowodował swoją szybką śmierć.
Zwiedzanie stanowiska archeologicznego zaczyna się od “dolnego miasta”, a w zasadzie nekropolii z czasów rzymskich położonej tuż za jego murami. Ciekawą strukturą jest Masseria Cobellis, XIX-wieczny budynek gospodarczy zbudowany na (a w zasadzie nad) odsłoniętym obecnie tarasowym obiektem publicznym z I wieku n.e. (najprawdopodobniej nimfeum). Mijamy pozostałości kolejnych kwartałów (insulae) miasta, łaźni, asklepiejonu, docieramy wreszcie do jednego z powodów do chwały włoskiej archeologii - idealnie zachowanej bramy miejskiej z IV wieku p.n.e., Porta Rosa (nazwanej tak nie z powodu koloru piaskowca, z którego jest wykonana (faktycznie - przy pewnej dozie wyobraźni - różowawy, a dla uczczenia żony odkrywcy).
Velia - Elea najbardziej znana jest z wieży obronnej z czasów Andegawenów zbudowanej na fundamentach greckiej świątyni (najpewniej Ateny) na akropolu. W pobliżu niewielka capella palatina (św. Kwiryna) z wieków średnich. Na południowym stoku akropolu pozostałości greckiego teatru oraz kościół Santa Maria di Portosalvo ze skromną ekspozycją muzealną, między innymi hermą Parmenidesa i popiersiem Zenona znalezionymi na terenie miasta. Schodząc z akropolu mija się pozostałości rezydencji znanej jako Casa degli Affreschi - Dom Fresków (które jednak nie są szczególnie spektakularne).
Velia jest też miejscem związanym z postacią (a w zasadzie relikwiami) ewangelisty Mateusza, który zginął śmiercią męczeńską (co do tego wszystkie źródła są zdumiewająco zgodne), ale nie jest pewne, gdzie. Większość autorów skłania się ku Etiopii, a de Voragine (Legenda Aurea) podaje dość detalicznie okoliczności. Otóż Mateusz napotkał tam, nawrócił oraz konsekrował pewną dziewicę (Ifigienię), która przypadkiem była córką miejscowego króla. Gdy po starym królu nastał król nowy, który miał dość kiepską legitymację do tronu, zapragnął ją ulepszyć poprzez małżeństwo z Ifigienią. Ale Ifigienia niechętna, tłumaczy się względami religijnymi i przywiązaniem do dziewictwa. Wtedy król (odwracając koncept znany z bajek) powiada do Mateusza - “jeśli pojmę Ifigienię za żonę, dostaniesz połowę królestwa”. W odróżnieniu od bajek, dobrze się to nie skończyło. Szczątki świętego jakimś sposobem (wieki jednocyfrowe znają takie mistyczne roszady) trafiły w V wieku z Etiopii do Velii (w niektórych wariantach z przystankiem w… Bretanii), gdzie leżały sobie spokojnie przez czterysta lat. Później, metodą żabich skoków, przenoszone były stopniowo na południe, aby w roku 954 znaleźć się w Salerno.
Benewent to miasteczko, które odwiedzamy w ramach zaliczania miejsc pochówku apostołów i ewangelistów (dopotąd: Rzym - Piotr, Paweł i Jakub Mniejszy; Patras - Andrzej; Santiago de Compostela - Jakub Większy; Hierapolis - Filip; Efez - Jan Ewangelista; Chennai - Tomasz; Wenecja - Marek; Batumi - Maciej). W Benewencie, w miejscowej katedrze (Duomo) znajdować się miały relikwie św. Bartłomieja, choć święty ów nie był w żaden sposób związany w Kampanią - po Wniebowstąpieniu podróżował do Indii, a potem dostąpił palmy męczeństwa pod Kaukazem; zarówno Armenia, jak i Azerbejdżan uważają, że to właśnie u nich miało miejsce to dramatyczne, acz chwalebne wydarzenie. Błogosławiona Anna Katarzyna Emmerich, żyjąca na przełomie XVIII i XIX wieku stygmatyczka i wizjonerka (to są taktowne omówienia objawów choroby umysłowej) miała wizję(!), że Bartłomiej podróżował również do Etiopii i tamże właśnie ubiczowano go na śmierć (według innej, nawet bardziej rozpowszechnionej wersji, św. Bartłomiej został obdarty ze skóry (stąd dość drastyczne przedstawienia w sztuce). Relikwie świętego cudem(!) pojawiły się na Wyspach Liparyjskich, skąd w roku 838 przeniesione zostały do Benewentu, gdzie ich bezskutecznie szukaliśmy.
Zaczęliśmy od katedry. Dość gruntowanie zbombardowana przez Amerykanów (w roku 1943) ma interesującą fasadę z XII-wiecznymi drzwiami z brązu (Janua Major); 72 panele dwuskrzydłowych drzwi (przeniesionych do przedsionka katedry) przedstawiają głównie sceny z życia Jezusa, ale także postaci miejscowych biskupów (jednym z nich był późniejszy św. January). Wnętrze to w zasadzie powojenna odbudowa z wykorzystaniem antycznych kolumn - między innymi wspierają zdobione marmurowymi mozaikami XIV-wieczne ambony. Z tego samego okresu pochodzi posąg św. Bartłomieja. Reszta to już elementy plus-minus współczesne. Ale relikwii Bartłomieja brak. W mieście jest również bazylika pod wezwaniem świętego (Basilica di San Bartolomeo Apostolo), tyle że jest to XVIII-wieczny, barokowy kościół i podczas naszego pobytu w mieście był zamknięty, co oczywiście nie przesądza o obecności (lub braku) relikwii. Są one bowiem w Rzymie. Otton III (ten od Zjazdu Gnieźnieńskiego) zakupił relikwie w Benewencie w roku 999 i przeniósł je do świeżo zbudowanej Basilica di San Bartolomeo all'Isola położonej na rzymskiej Isola Tiberina. Spoczywają tam w porfirowej wannie, a w kościele eksponowana jest nawet arabska misa z X wieku, w której przywieziono relikwie z Benewentu - co musimy koniecznie zobaczyć, przy jakiejś kolejnej rzymskiej okazji. Czy i co ze świętego zostało w Benewencie, tym razem nie udało się ustalić. Jakieś niewielkie cząstki świętego są we frankfurckiej katedrze (fragment czaszki), sanktuarium w Piekarach Śląskich (od 2015), oraz (od 2022) w kościele parafialnym św. Bartłomieja w Szyszkach (diecezja płocka; te w Polsce pochodzą z oficjalnego podziału fantów w Rzymie).
Najciekawszym zabytkiem sakralnym Benewentu nie jest jednak katedra, ani neoklasyczna bazylika Madonna delle Grazie z waginopodobną statuą Wojtyły (nie dotarliśmy osobiście, zdjęcia w sieci są dostatecznie odstręczające), ale niepozorny kościółek św. Zofii (Santa Sofia). To pochodzący z VIII wieku kościół będący świadectwem obecności Longobardów na Półwyspie Apenińskim. To lud pochodzenia skandynawskiego (nazwano ich tak z powodu długich bród), który w VI wieku wkroczył do Italii i wykorzystując słabość bizantyjskiej administracji założył własne królestwo ze stolicą w podmediolańskiej Pawii. Najeźdźcy dość szybko się zromanizowali, w czym pomogło im przyjęcie chrześcijaństwa i innych miejscowych zwyczajów. Gdy nieledwie dwa wieki później Karol Wielki zdetronizował ostatniego króla Longobardów (i swojego teścia) Dezyderiusza, zabierając mu słynną (później) żelazną koronę (Eiserne Krone - która jest raczej diademem, a nie koroną, i wykonana jest ze złota i srebra, a nie żelaza), Longobardowie byli już całkowicie roztopieni w tyglu etnicznym Italii. Jedyne, co po nich pozostało, to nazwa krainy historycznej północnych Włoch (Lombardia). Na południu natomiast Longobardowie przetrwali jeszcze przez trzy kolejne wieki w szczątkowej formie Księstwa Benewentu, aż do jego aneksji przez Państwo Kościelne w roku 1053.
Datę powstania kościoła św. Zofii można dość precyzyjnie określić na rok 760 - wtedy właśnie upadł Dezyderiusz w Pawii i południowi Longobardowie zdecydowali na budowę capella palatina - kościoła koronacyjnego swoich władców. Kościół ma kształt gwiaździstego wieloboku wpisanego w okrąg o średnicy 24 metrów (co nawiązuje do znacznie słynniejszej i większej imienniczki z Konstantynopola). Środek zajmuje sześć kolumn (pochodzących prawdopodobnie ze świątyni Izydy), które połączone łukami podtrzymują kopułę. Na zewnątrz heksagonu ustawiono dziesięć kolumn z białego piaskowca.
Trzęsienia ziemi z przełomu XVII i XVIII wieku zniszczyły kościół i spowodowały jego barokizację - której pozostałości widać w fasadzie i kruchcie (renowacja z połowy XX wieku przywróciła częściowo oryginalny wygląd świątyni). Jedynymi oryginalnymi fragmentami wystroju wnętrza są bardzo kiepsko zachowane fragmenty fresków z przełomu VIII i IX wieku w absydach (Zwiastowanie Zachariaszowi, Oniemienie Zachariasza, Zwiastowanie Maryi, Nawiedzenie). Do kościoła przylega dawny klasztor Benedyktynów z niewielkim, ale niespodziewanie ciekawym muzeum. Przed kościołem fontanna z obeliskiem oraz dzwonnica (odbudowana po trzęsieniu ziemi).
Kościół św. Zofii w roku 2011 został (wraz z sześcioma innymi obiektami rozrzuconymi po całych Włoszech) oznaczony desygnatem UNESCO pod zbiorczą nazwą “Longobardowie we Włoszech”.
Przed Longobardami byli w Benewencie Rzymianie - w końcu jesteśmy we Włoszech. Został po nich wyjątkowo dobrze zachowany Łuk Trajana, dawniej oznaczający początek Via Traiana (odgałęzienia Via Appia skracającego drogę do Brindisi). Obok, w budynku dawnego kościoła (Sant’Ilario) z czasów Longobardów niewielkie muzeum z ciekawą prezentacją wideo dotyczącą łuku. Tuż przy samym łuku, w XVIII-wiecznym pałacu (Palazzo Rotondi Andreotti Leo) urodził się “święty lekarz” Giuseppe Moscati - spotkamy się z nim jeszcze w Neapolu.
Oryginalna Via Appia wchodziła do miasta mostem (Ponte Leproso), następnie przechodziła obok teatru (zbudowanego w czasach Hadriana), wchodząc na dawne forum pod łukiem zwanym dzisiaj Arco del Sacramento (z uwagi na bliskość katedry i pałacu arcybiskupiego).
Ekumeniczną, jakbyśmy dziś powiedzieli, przeszłość Benewentu można docenić oglądając obelisk ku czci Izydy (na Corso Garibaldi) i posąg Apisa (przy Corso Alighieri), pochodzące z czasów, kiedy cesarz Domicjan próbował asymilować obce religie (pozwalał się nawet rzeźbić w stroju i pozie faraona). Położone w piwnicach budynku prefektury muzeum ArCoS (Museo di Arte Contemporanea del Sannio) wbrew swojej nazwie ma sporą ekspozycję odnalezionych w Benewencie artefaktów z miejscowych świątyń bogów egipskich - Izydy, Apisa, Thotha (boga wiedzy i mądrości, przedstawionego w postaci pawiana), czy Ozyrysa.
Benewent ma również swój zamek - jak każde porządne średniowieczne miasto. Rocca dei Rettori składa się z dwóch, łatwych do odróżnienia części. Wieża (Torrione) to pozostałość dawnej fortecy z czasów Longobardów. Palazzo dei Governatori Pontifici to z kolei XIV-wieczna dobudówka przeznaczona na rezydencję gubernatorów (“rektorów”) papieskich. Przed zamkiem brązowa kopia rzymskiego pomnika Trajana - Mussolini w latach 30 ubiegłego wieku zadysponował masową produkcję replik posągu “Najlepszego Władcy” (Optimus Princeps) do rozstawiania po odradzającym się imperium. Ta miała stanąć przy Łuku Trajana, ale prowizorycznie ustawiono ją przy zamku, gdzie stoi do dziś. Niedaleko cesarza stoi lew - to z kolei XVII-wieczny pomnik, który Benewent zawdzięcza papieżowi Urbanowi VIII. Papieżem znacznie bardziej związanym z Benewentem był Benedykt XIII (zwany tutaj Papa Orsini), długoletni arcybiskup miasta (zatrzymał arcybiskupstwo nawet po konklawe), jego pomnik stoi przy katedrze.
Paestum to kawałek starożytnej Grecji w Italii, do którego, zdaniem Zbigniewa Herberta, “warto pielgrzymować nawet piechotą” (Barbarzyńca w ogrodzie, esej “U Dorów”). Miasto powstało w VII w. p.n.e. jako kolonia grecka pod nazwą Posejdonia. Założyli je Sybaryci, czyli mieszkańcy achajskiego miasta Sybaris, położonego nieco dalej na południe (czyli de facto Posejdonia była kolonią kolonii) - ale miasto było zamożne i wygodne (termin “sybaryci” nie wziął się znikąd). Do naszych czasów dotrwały w Paestum resztki zabudowy (greckiej oraz późniejszej, jako że miasto było zamieszkane aż do wczesnego średniowiecza, kiedy ludność zdziesiątkowała zaraza), a także - co jest powodem wycieczki - trzy bardzo dobrze zachowane świątynie w stylu doryckim. Powstały w szczytowym okresie rozwoju miasta, pomiędzy 550 a 440 rokiem p.n.e. Hera była najważniejszym bóstwem Posejdonii i to jej poświęcono najstarszą świątynię. Zachował się cały pierścień zewnętrznych kolumn (w układzie 9 na 18) wraz z belkowaniem. Nieparzysta liczba kolumn od frontu jest nietypowa dla architektury greckiej; pierwsi archeolodzy (XVIII wiek) przypuszczali wręcz, że była to rzymska bazylika. Kolumny są stosunkowo niewysokie i dość przysadziste, a “rozpłaszczone” kapitele stwarzają wrażenie, jakby całość uginała się pod ciężarem (niezachowanego) sklepienia. Oddajmy znów głos Zbigniewowi Herbertowi: [Styl dorycki] “Jest surowy jak dzieje jego twórców przybyłych z północy. Krępy, przysadzisty i, chciałoby się powiedzieć, atletyczny, godny epoki herosów, uganiający z maczugą za dzikiem. Zwłaszcza rysunek kolumny ma wyraźną muskulaturę. Pod ciężarem architrawu rozłożysty kapitel nabrzmiały jest od wysiłku.”
Tuż obok świątyni Hery znajduje się najlepiej zachowana świątynia Posejdona (przemianowanego przez Rzymian na Neptuna) - chociaż zdania uczonych odnośnie patrona są podzielone, w tekstach naukowych spotyka się nazwę “Hera II” albo wręcz przypuszczenia, że była to świątynia Apolla. Przetrwały pozostałości po dwóch ołtarzach sugerujące, że miejsce to było użytkowane aż do wprowadzenia zakazu pogańskich kultów w IV wieku.
Po drugiej stronie parku archeologicznego znaleźć można najmniejszą z trzech świątyń (6 na 13 kolumn), przypisywaną Atenie (bądź Demeter/Ceres). Zachowała się tylko zewnętrzna kolumnada. Środek w VIII wieku przerobiono na kościół chrześcijański; dodane elementy w końcu usunięto w XX wieku, ale starożytne struktury już dawno przepadły. Jak przekonuje Herbert: “„Trzy świątynie Paestum to trzy epoki porządku doryckiego. Bazylika [świątynia Hery] reprezentuje okres archaiczny. Demeter [świątynia Ateny] — okres przejściowy. Hera [Hera II, uważana dawniej za świątynię Posejdona] jest wspaniałym przykładem dojrzałego doryzmu. Choćby dlatego Paestum warte jest zwiedzenia jako jeden z najważniejszych i najbardziej pouczających zespołów architektury antycznej.” Do podobnych wniosków doszedł Giovanni Battista Piranesi, włoski architekt, bardziej znany jako rytownik, fascynat architektury i sztuki klasycznej. W latach 1777-78, tuż przed śmiercią, wykonał serię rysunków i miedziorytów ilustrujących świątynie w Paestum. Większość oryginałów znajduje się obecnie w londyńskim Sir John Soane's Museum, ale w XIX wieku reprodukcje były ulubioną pamiątką przywożoną przez ówczesnych turystów z Grand Tour. Na dziełach Piranesiego widać bujną roślinność porastającą ruiny, ludzi, psy oraz krowy. Z krów pozostał zapach (muszą paść się gdzieś po sąsiedzku), pies (suka muzealna) towarzyszył nam w spacerze po stanowisku (bardzo interesowała się świeżymi kretowiskami), a ludzi, zwłaszcza gdy wejdzie się “na pierwszego” (w momencie otwarcia, zanim dotrą autokary) wcale nie ma. Takoż i świątynie zostały dość skrupulatnie oczyszczone z wegetacji.
Z czasów rzymskich zachowały się ruiny niedużego amfiteatru, łaźni i kilku gmachów publicznych przy forum, m.in. świątyni Pokoju, miejskiego lararium (świątyni duchów opiekuńczych miasta) oraz świątyni Wenus z nietypową platformą umieszczoną w dużym basenie. Starszy jest heroon, czyli monumentalny grobowiec założyciela miasta o którym nie wiadomo nic więcej poza jego imieniem Megyllos (pojawiającym się na znalezionych monetach), zbudowany na greckiej agorze, a także miejsce zgromadzeń publicznych (ekklesiasterion) w formie amfiteatralnie umieszczonych siedzisk (na ok. 1000 osób). O skali miasta świadczą mury obronne i bramy.
Do miasta należało również (słabo dziś zachowane) sanktuarium Hery położone u ujścia rzeki Sele jakieś 9 km dalej, według mitu założone przez Jazona.
Zdecydowanie warto wstąpić również do lokalnego muzeum archeologicznego (tym bardziej, że wejście jest na jednym bilecie). Można tam obejrzeć znaleziska archeologiczne z heraionu z Foce del Sele, m.in. metopy ze świątyni (sceny prac Heraklesa, epizody z wojny trojańskiej). Największym skarbem jest słynny “grobowiec z nurkiem”, którego wierzchnia płyta ozdobiona jest od wewnątrz freskiem przedstawiającym młodzieńca skaczącego do wody z wysokości. Pozostałe freski z tego grobowca (jedynego pochodzącego z czasów greckich) ukazują sceny sympozjum z biesiadującymi mężczyznami. Czyli tak jakby nieboszczyk mógł mieć wrażenie, że wyleguje się na uczcie wraz z innymi mężczyznami (w bardzo prywatnych, niemal intymnych pozach), a jak spojrzy w górę, to zobaczy chłopaka skaczącego do wody. Z życia w śmierć? A może ku (niewczesnej) przestrodze - co roku latem słyszy się o niebezpieczeństwach skoków na główkę… Tak zginął? Czy to on dołączający do towarzystwa, wprowadzany przez grającego na podwójnym flecie chłopca? Do niego przepija mężczyzna - przyjaciel? partner? przodek? podziwiany bohater? - czekający samotnie na dwuosobowej sofie?
Nieco późniejsze grobowce, pochodzące z czasów kiedy Posejdonię podbiło miejscowe plemię Lukanów, dekorowane są wizerunkami wojowników - zdaniem archeologów inspirowanych tradycją homerycką. W piwnicy kolekcja prehistoryczna, zaś na drugim piętrze rzymska.
Velia, czy antyczna Elea, wyszła na nas trochę przypadkiem. Okazało się, że bilety do Paestum obejmują, oprócz stanowiska archeologicznego i muzeum, również wstęp do położonej 40 kilometrów dalej Velii. Taki niewinny “tourist trap” - gdyby nie ten pakiet, to do Velii najpewniej nikt by nie zawitał - a warto!
Miasto założyli Grecy z Fokai (w pobliżu dzisiejszego Izmiru). W VI wieku p.n.e., zapewne pod wpływem presji ze strony Persów, Fokajczycy zaczęli “pączkować” w kolonie w zachodniej części Morza Śródziemnego - między innymi Marsylię, osady na Korsyce i Sardynii, oraz właśnie Eleę (która jakimś dziwnym sposobem na przestrzeni wieków stała się współczesną Velią). Wergiliusz tłumaczy lokalizację kolonii tym, że powstała ona na miejscu, w którym morze wyrzuciło na brzeg ciało Palinurusa [Palinurus (według Eneidy) był sternikiem i nawigatorem statku Eneasza. Według przepowiedni Afrodyty Eneasz miał bezpiecznie dotrzeć do włoskich brzegów za cenę życia jednego człowieka. Był nim właśnie Palinurus, który zasnął za sterem i wpadł do wody. Tutaj historia ta się nie kończy: Palinurus po trzech dniach dopłynął do brzegu, gdzie jednak zabili go tubylcy. W jaki sposób z historii gapiostwa i nieuwagi zrobiła się legenda o godnym chwały poświęceniu, tego zrozumieć niesposób]. W III wieku p.n.e. miejscowi dobrze obstawili los na historycznej loterii - sprzymierzyli się z Rzymem. Fortuna sprzyjała Elei dopóki muł z sąsiednich rzek i strug nie zablokował portu i nie spowodował przesunięcia linii brzegowej dalej od miasta.
Najwybitniejszymi obywatelami Elei byli dwaj filozofowie, Parmenides i jego uczeń, Zenon. Parmenides pochodził z zamożnej rodziny (co zapewne pozwoliło mu finansować żywot intelektualisty) i do dziś uważany jest za ojca ontologii, głównie dzięki błyskotliwym spostrzeżeniom w rodzaju, że “byt istnieje, a niebyt nie istnieje”. W owych czasach przysporzyło to filozofowi popularności i uczniów, co nazwano potem “szkołą elejską”. Prymusem tej szkoły był Zenon, którego Parmenides zabrał na kameralną (dwuosobową) wycieczkę szkolną do Aten, gdzie spotkali się z Sokratesem (tak przynajmniej twierdzi Platon). Historycy kręcą nosem, bo chronologia jest trudna do uzgodnienia - jeśli miałoby w ogóle dojść do tego spotkania, to Parmenides byłby człowiekiem bardzo dojrzałym, a Sokrates młodzikiem. Zenon był wytrawnym polemistą, a zapamiętany został jako twórca tzw. paradoksów Zenona, które ilustrują ówczesne problemy w rozumieniu przestrzeni i czasu. Zabawne przedstawienie jednego z paradoksów (Achilles i żółw) znaleźliśmy na metopie w muzeum w Paestum. Według pierwszego biografa Zenona (umiarkowanie wiarygodnego, bo żyjącego kilkaset lat później - Diogenes Laertios, Żywoty i poglądy słynnych filozofów, Księga IX) filozof zaangażowany był w spisek mający na celu obalenie lokalnego tyrana, Nearchusa. Przesłuchiwany przez samego Nearchusa, który chciał usłyszeć imiona wspólników Zenona, odgryzł mu ucho, czym spowodował swoją szybką śmierć.
Zwiedzanie stanowiska archeologicznego zaczyna się od “dolnego miasta”, a w zasadzie nekropolii z czasów rzymskich położonej tuż za jego murami. Ciekawą strukturą jest Masseria Cobellis, XIX-wieczny budynek gospodarczy zbudowany na (a w zasadzie nad) odsłoniętym obecnie tarasowym obiektem publicznym z I wieku n.e. (najprawdopodobniej nimfeum). Mijamy pozostałości kolejnych kwartałów (insulae) miasta, łaźni, asklepiejonu, docieramy wreszcie do jednego z powodów do chwały włoskiej archeologii - idealnie zachowanej bramy miejskiej z IV wieku p.n.e., Porta Rosa (nazwanej tak nie z powodu koloru piaskowca, z którego jest wykonana (faktycznie - przy pewnej dozie wyobraźni - różowawy, a dla uczczenia żony odkrywcy).
Velia - Elea najbardziej znana jest z wieży obronnej z czasów Andegawenów zbudowanej na fundamentach greckiej świątyni (najpewniej Ateny) na akropolu. W pobliżu niewielka capella palatina (św. Kwiryna) z wieków średnich. Na południowym stoku akropolu pozostałości greckiego teatru oraz kościół Santa Maria di Portosalvo ze skromną ekspozycją muzealną, między innymi hermą Parmenidesa i popiersiem Zenona znalezionymi na terenie miasta. Schodząc z akropolu mija się pozostałości rezydencji znanej jako Casa degli Affreschi - Dom Fresków (które jednak nie są szczególnie spektakularne).
Velia jest też miejscem związanym z postacią (a w zasadzie relikwiami) ewangelisty Mateusza, który zginął śmiercią męczeńską (co do tego wszystkie źródła są zdumiewająco zgodne), ale nie jest pewne, gdzie. Większość autorów skłania się ku Etiopii, a de Voragine (Legenda Aurea) podaje dość detalicznie okoliczności. Otóż Mateusz napotkał tam, nawrócił oraz konsekrował pewną dziewicę (Ifigienię), która przypadkiem była córką miejscowego króla. Gdy po starym królu nastał król nowy, który miał dość kiepską legitymację do tronu, zapragnął ją ulepszyć poprzez małżeństwo z Ifigienią. Ale Ifigienia niechętna, tłumaczy się względami religijnymi i przywiązaniem do dziewictwa. Wtedy król (odwracając koncept znany z bajek) powiada do Mateusza - “jeśli pojmę Ifigienię za żonę, dostaniesz połowę królestwa”. W odróżnieniu od bajek, dobrze się to nie skończyło. Szczątki świętego jakimś sposobem (wieki jednocyfrowe znają takie mistyczne roszady) trafiły w V wieku z Etiopii do Velii (w niektórych wariantach z przystankiem w… Bretanii), gdzie leżały sobie spokojnie przez czterysta lat. Później, metodą żabich skoków, przenoszone były stopniowo na południe, aby w roku 954 znaleźć się w Salerno.
Benewent to miasteczko, które odwiedzamy w ramach zaliczania miejsc pochówku apostołów i ewangelistów (dopotąd: Rzym - Piotr, Paweł i Jakub Mniejszy; Patras - Andrzej; Santiago de Compostela - Jakub Większy; Hierapolis - Filip; Efez - Jan Ewangelista; Chennai - Tomasz; Wenecja - Marek; Batumi - Maciej). W Benewencie, w miejscowej katedrze (Duomo) znajdować się miały relikwie św. Bartłomieja, choć święty ów nie był w żaden sposób związany w Kampanią - po Wniebowstąpieniu podróżował do Indii, a potem dostąpił palmy męczeństwa pod Kaukazem; zarówno Armenia, jak i Azerbejdżan uważają, że to właśnie u nich miało miejsce to dramatyczne, acz chwalebne wydarzenie. Błogosławiona Anna Katarzyna Emmerich, żyjąca na przełomie XVIII i XIX wieku stygmatyczka i wizjonerka (to są taktowne omówienia objawów choroby umysłowej) miała wizję(!), że Bartłomiej podróżował również do Etiopii i tamże właśnie ubiczowano go na śmierć (według innej, nawet bardziej rozpowszechnionej wersji, św. Bartłomiej został obdarty ze skóry (stąd dość drastyczne przedstawienia w sztuce). Relikwie świętego cudem(!) pojawiły się na Wyspach Liparyjskich, skąd w roku 838 przeniesione zostały do Benewentu, gdzie ich bezskutecznie szukaliśmy.
Zaczęliśmy od katedry. Dość gruntowanie zbombardowana przez Amerykanów (w roku 1943) ma interesującą fasadę z XII-wiecznymi drzwiami z brązu (Janua Major); 72 panele dwuskrzydłowych drzwi (przeniesionych do przedsionka katedry) przedstawiają głównie sceny z życia Jezusa, ale także postaci miejscowych biskupów (jednym z nich był późniejszy św. January). Wnętrze to w zasadzie powojenna odbudowa z wykorzystaniem antycznych kolumn - między innymi wspierają zdobione marmurowymi mozaikami XIV-wieczne ambony. Z tego samego okresu pochodzi posąg św. Bartłomieja. Reszta to już elementy plus-minus współczesne. Ale relikwii Bartłomieja brak. W mieście jest również bazylika pod wezwaniem świętego (Basilica di San Bartolomeo Apostolo), tyle że jest to XVIII-wieczny, barokowy kościół i podczas naszego pobytu w mieście był zamknięty, co oczywiście nie przesądza o obecności (lub braku) relikwii. Są one bowiem w Rzymie. Otton III (ten od Zjazdu Gnieźnieńskiego) zakupił relikwie w Benewencie w roku 999 i przeniósł je do świeżo zbudowanej Basilica di San Bartolomeo all'Isola położonej na rzymskiej Isola Tiberina. Spoczywają tam w porfirowej wannie, a w kościele eksponowana jest nawet arabska misa z X wieku, w której przywieziono relikwie z Benewentu - co musimy koniecznie zobaczyć, przy jakiejś kolejnej rzymskiej okazji. Czy i co ze świętego zostało w Benewencie, tym razem nie udało się ustalić. Jakieś niewielkie cząstki świętego są we frankfurckiej katedrze (fragment czaszki), sanktuarium w Piekarach Śląskich (od 2015), oraz (od 2022) w kościele parafialnym św. Bartłomieja w Szyszkach (diecezja płocka; te w Polsce pochodzą z oficjalnego podziału fantów w Rzymie).
Najciekawszym zabytkiem sakralnym Benewentu nie jest jednak katedra, ani neoklasyczna bazylika Madonna delle Grazie z waginopodobną statuą Wojtyły (nie dotarliśmy osobiście, zdjęcia w sieci są dostatecznie odstręczające), ale niepozorny kościółek św. Zofii (Santa Sofia). To pochodzący z VIII wieku kościół będący świadectwem obecności Longobardów na Półwyspie Apenińskim. To lud pochodzenia skandynawskiego (nazwano ich tak z powodu długich bród), który w VI wieku wkroczył do Italii i wykorzystując słabość bizantyjskiej administracji założył własne królestwo ze stolicą w podmediolańskiej Pawii. Najeźdźcy dość szybko się zromanizowali, w czym pomogło im przyjęcie chrześcijaństwa i innych miejscowych zwyczajów. Gdy nieledwie dwa wieki później Karol Wielki zdetronizował ostatniego króla Longobardów (i swojego teścia) Dezyderiusza, zabierając mu słynną (później) żelazną koronę (Eiserne Krone - która jest raczej diademem, a nie koroną, i wykonana jest ze złota i srebra, a nie żelaza), Longobardowie byli już całkowicie roztopieni w tyglu etnicznym Italii. Jedyne, co po nich pozostało, to nazwa krainy historycznej północnych Włoch (Lombardia). Na południu natomiast Longobardowie przetrwali jeszcze przez trzy kolejne wieki w szczątkowej formie Księstwa Benewentu, aż do jego aneksji przez Państwo Kościelne w roku 1053.
Datę powstania kościoła św. Zofii można dość precyzyjnie określić na rok 760 - wtedy właśnie upadł Dezyderiusz w Pawii i południowi Longobardowie zdecydowali na budowę capella palatina - kościoła koronacyjnego swoich władców. Kościół ma kształt gwiaździstego wieloboku wpisanego w okrąg o średnicy 24 metrów (co nawiązuje do znacznie słynniejszej i większej imienniczki z Konstantynopola). Środek zajmuje sześć kolumn (pochodzących prawdopodobnie ze świątyni Izydy), które połączone łukami podtrzymują kopułę. Na zewnątrz heksagonu ustawiono dziesięć kolumn z białego piaskowca.
Trzęsienia ziemi z przełomu XVII i XVIII wieku zniszczyły kościół i spowodowały jego barokizację - której pozostałości widać w fasadzie i kruchcie (renowacja z połowy XX wieku przywróciła częściowo oryginalny wygląd świątyni). Jedynymi oryginalnymi fragmentami wystroju wnętrza są bardzo kiepsko zachowane fragmenty fresków z przełomu VIII i IX wieku w absydach (Zwiastowanie Zachariaszowi, Oniemienie Zachariasza, Zwiastowanie Maryi, Nawiedzenie). Do kościoła przylega dawny klasztor Benedyktynów z niewielkim, ale niespodziewanie ciekawym muzeum. Przed kościołem fontanna z obeliskiem oraz dzwonnica (odbudowana po trzęsieniu ziemi).
Kościół św. Zofii w roku 2011 został (wraz z sześcioma innymi obiektami rozrzuconymi po całych Włoszech) oznaczony desygnatem UNESCO pod zbiorczą nazwą “Longobardowie we Włoszech”.
Przed Longobardami byli w Benewencie Rzymianie - w końcu jesteśmy we Włoszech. Został po nich wyjątkowo dobrze zachowany Łuk Trajana, dawniej oznaczający początek Via Traiana (odgałęzienia Via Appia skracającego drogę do Brindisi). Obok, w budynku dawnego kościoła (Sant’Ilario) z czasów Longobardów niewielkie muzeum z ciekawą prezentacją wideo dotyczącą łuku. Tuż przy samym łuku, w XVIII-wiecznym pałacu (Palazzo Rotondi Andreotti Leo) urodził się “święty lekarz” Giuseppe Moscati - spotkamy się z nim jeszcze w Neapolu.
Oryginalna Via Appia wchodziła do miasta mostem (Ponte Leproso), następnie przechodziła obok teatru (zbudowanego w czasach Hadriana), wchodząc na dawne forum pod łukiem zwanym dzisiaj Arco del Sacramento (z uwagi na bliskość katedry i pałacu arcybiskupiego).
Ekumeniczną, jakbyśmy dziś powiedzieli, przeszłość Benewentu można docenić oglądając obelisk ku czci Izydy (na Corso Garibaldi) i posąg Apisa (przy Corso Alighieri), pochodzące z czasów, kiedy cesarz Domicjan próbował asymilować obce religie (pozwalał się nawet rzeźbić w stroju i pozie faraona). Położone w piwnicach budynku prefektury muzeum ArCoS (Museo di Arte Contemporanea del Sannio) wbrew swojej nazwie ma sporą ekspozycję odnalezionych w Benewencie artefaktów z miejscowych świątyń bogów egipskich - Izydy, Apisa, Thotha (boga wiedzy i mądrości, przedstawionego w postaci pawiana), czy Ozyrysa.
Benewent ma również swój zamek - jak każde porządne średniowieczne miasto. Rocca dei Rettori składa się z dwóch, łatwych do odróżnienia części. Wieża (Torrione) to pozostałość dawnej fortecy z czasów Longobardów. Palazzo dei Governatori Pontifici to z kolei XIV-wieczna dobudówka przeznaczona na rezydencję gubernatorów (“rektorów”) papieskich. Przed zamkiem brązowa kopia rzymskiego pomnika Trajana - Mussolini w latach 30 ubiegłego wieku zadysponował masową produkcję replik posągu “Najlepszego Władcy” (Optimus Princeps) do rozstawiania po odradzającym się imperium. Ta miała stanąć przy Łuku Trajana, ale prowizorycznie ustawiono ją przy zamku, gdzie stoi do dziś. Niedaleko cesarza stoi lew - to z kolei XVII-wieczny pomnik, który Benewent zawdzięcza papieżowi Urbanowi VIII. Papieżem znacznie bardziej związanym z Benewentem był Benedykt XIII (zwany tutaj Papa Orsini), długoletni arcybiskup miasta (zatrzymał arcybiskupstwo nawet po konklawe), jego pomnik stoi przy katedrze.